Marcin Stańczyk opiekuje się psami w punkcie czasowego przetrzymywania zwierząt naszego gabinetu weterynaryjnego w Łodzi przy ul. Kosodrzewiny. Wie o nich wszystko oraz o wielu z tych, które już pojechały do schroniska w Wojtyszkach. Psy przywiezione z terenu przez grupy interwencyjne, z auta wydobywa właśnie on. Za chwilę prowadzi psy do fotografa, który robi im fotki do karty informacyjnej. Po zdjęciach psy są badane przez lekarzy, szczepione, czipowane i odrobaczane. W tych czynnościach Marcin też bierze aktywny udział. Uspokaja przerażonych lub agresywnych delikwentów. Pomaga lekarzom w aplikowaniu psom szczepionek i tabletek odrobaczających. Zdrowe psy rozmieszcza w boksach według wielkości , płci i usposobienia. Psy chore umieszcza w szpitalu. W czasie dwutygodniowej kwarantanny ma z nimi codzienny kontakt, wielokrotnie sprawdzając ich stan i samopoczucie oraz towarzysząc w obchodach lekarzom. Dostarcza do gabinetu te, które wymagają zabiegów weterynaryjnych. Dlaczego piszemy „dostarcza” a nie „zaprowadza” napiszemy nieco niżej. Po kwarantannie, codziennie kilka psów i suk poddaje się zabiegom kastracji i sterylizacji. Marcin towarzyszy im dopóki nie zasną po zastosowaniu narkozy i pomaga lekarzom ułożyć je na stole operacyjnym. Oczywiście „po wszystkim” ponownie umieszcza psy w boksach lub w szpitalu. Marcin uczestniczy także w adopcjach. Potrafi wyjść na przeciw oczekiwaniom adoptujących i bardzo trafnie wybrać i zaproponować najlepszego dla nich czworonoga. Psy czują napięcie. Jest to dla nich wielka chwila. Wiele jest mocno zestresowanych. Wsparcia i uspokojenia szukają u Marcina. Później serdecznie się z nim żegnają. Tak jak psy , które wyjeżdżają do schroniska w Wojtyszkach. Te też odprawia w drogę Marcin i wraz z lekarzem i kierowcą rozmieszczają je w poszczególnych boksach naszego samochodu przystosowanego do jednoczesnego transportowania około trzydziestu zwierząt. Trochę mu żal rozstania, ale za chwilę przyjadą nowe o które będzie musiał zadbać.
Psy też szybko dowiadują się o Marcinie wszystkiego. Instynktownie czują, że można mu zaufać. Wiedzą, że zależy mu na nich i postara się by ich pobyt u nas był jak najmniej stresujący. Szybko dowiadują się też o jego słabości. Podejrzewamy nawet , że przekazują sobie tą wiadomość. Psy są zestresowane, skołowane i rozbite lub boją się zabiegów weterynaryjnych. Nogi się pod nimi uginają. Kładą się i nie mogą zrobić nawet kroku. Marcin ich nie ciągnie, nie krzyczy. Bierze na ręce i taszczy gdzie trzeba. Nie ważne czy jest to kilkukilogramowa psina czy ogromny bernardyn. Niektóre szczególnie tego potrzebują, jak pokazany na drugim zdjęciu niewidomy Stevie, który ufnie przytula się do Marcina. Ale niektóre chyba tego nadużywają. Mogłyby pójść same, ale bardzo potrzebują bliskiego kontaktu. Niekiedy ma to praktyczne znaczenie. Zimą, gdy Marcin przenosi psy na kilku lub kilkunastostopniowym mrozie może o psie ciała nieco ogrzać zgrabiałe dłonie. Często na rękach Marcina psy opuszczają nasz teren na prośbę ich nowych właścicieli. Nie bardzo jeszcze wiedzą jak postępować z nowym pupilem i Marcin pomaga im umieścić go w aucie.
Jak przystało na profesjonalistę Marcin nie waha się użyć wszelkich dostępnych narzędzi i środków. W ostateczności gdy wymaga tego bezpieczeństwo personelu oraz agresywnego, rozszalałego ze strachu psa używa także sztywnego chwytaka. Tak było w przypadku potężnego , bardzo niebezpiecznego mieszańca bernardyna i moskiewskiego stróżującego. Wszyscy z zapartym tchem obserwowaliśmy jak poradzi sobie z nim Marcin. Pies rzucał „mordercze” spojrzenia, ale udało się umożliwić lekarzowi jego zaszczepienie i zaczipowanie. Po kilku dniach pobytu u nas olbrzym trochę się uspokoił.
Marcin Stańczyk ma też swojego, „prywatnego” psa.( Na ostatnim zdjęciu podczas szczepienia). Któregoś dnia wieczorem Marcin zauważył, że coś niedobrego dzieje się z suką po porannym zabiegu. Zawiadomił lekarkę, której udało się opanować komplikacje. Jednak przez kilka dni stan suki był ciężki i Marcin obiecał sobie, że jak wyzdrowieje to zabierze ją do domu. I tak już od kilku lat Jadźka, suka w typie owczarka niemieckiego, mieszka wraz z rodziną Marcina. Często przychodzi na „stare śmieci” i cierpliwie czeka na swego pana w spokojnym zakątku naszego podwórka. Jadźka jest dobrze ułożonym psem. Świetnie zachowuje się wśród ludzi na ulicy i w środkach komunikacji miejskiej. Nie oczekuje też , że Marcin będzie nosił ją na rękach. Najlepiej wie jak zmordowany jest jej pan po całym dniu pracy.
.jpg)
| Imie: | 982061600047877 |
| Płeć: | samiec |
| Wiek: | pół roku |
Młody sympatyczny kocurek.
Lubi towarzystwo człowieka, zachowuje czystość, dogaduje się z innymi ko...
| Imie: | 982061600043997 |
| Płeć: | samiec |
| Wiek: | ok 1.5 roku |
Spokojny pies, nie lubiący chodzić na smyczy. Polecany na podwórze.
więcej...| Imie: | 982061600047615 |
| Płeć: | samiec |
| Wiek: | ok 2 lata |
Energiczny, chętny do zabaw pies. Dla odpowiedzialnego opiekuna.
Chodzi na smyczy. Toleruje inne ps...

| Imie: | 982061600047017 |
| Płeć: | samiec |
| Wiek: | ok 7 lat |
Spokojny, sympatyczny pies.
Trzeba poświecić mu trochę więcej czasu żeby zdobyć jego zaufanie.
Cho...